...po powrocie do 12 Dystryktu... Jak poskładać życie z niewielkich kawałków?
Dodatki na bloga
RSS
poniedziałek, 10 lutego 2014

Johanna siedzi naprzeciwko mnie. Dostrzegam ukośne spojrzenia, jakie mi posyła, dłonie starannie złożyła na blacie niewielkiego stołu. Zdaję sobię sprawę, że jesteśmy podsłuchiwane i obserwowane. Ale nie dbam oto. Zaczynam sądzić, że nie dbam już o nic. Czuję, jakby świat stracił wszystkie swoje barwy.

Podnoszę spojrzenie na nową panią Prezydent.

- Co teraz? - Pytam. - Zostałam aresztowana, co dalej?

- Jeszcze nie zostałaś - poprawia mnie. - Wytoczą ci proces. Sprawiedliwy, zadbam o to. Poza tym... Nie trafisz do więzienia.

- Oczywiście, że trafię. Zabiłam człowieka, jakby spojrzeć nieco wstecz zabiłam więcej niż jednego.

Johanna prycha śmiechem.

- A ja to niby co, Katniss? Myślisz, że ty jedna wiesz, co to znaczy zabić kogoś?

Płoszę się. Wiem, że zachowałam się egoistycznie, ale z drugiej strony mam do tego pełne prawo.

- Nie wiesz, jak się czuję - mówię przez zaciśnięte zęby. - Co noc śni mi się Gale. Widzę go, na jawie, we śnie. Czuję ciężar tego, co zrobiłam.

- Wiem.

- Nie, nie wiesz! Zabiłam go! A teraz poniosę tego konsekwencję.

- Katniss, pamiętaj, że to on pierwszy zrobił nieodwracalny krok. To nie był Gale, którego znałaś. Twój przyjaciel zrobiłby wszystko, co w jego rękach, aby zachować Prim przy życiu.

- To nie ma sensu... - mruczę.

- Co? - Dziwi się.

Spoglądam na nią, nasze spojrzenia krzyżują się. Dostrzegam zaskoczenie i zaciekawienie mieszające się ze sobą na jej twarzy. Ja pierwsza spuszczam wzrok.

- Po co chcecie mnie sądzić? I czemu mnie?

- To nie leżało w mojej kwestii - odpowiada z westchnieniem. - Jak się okazało w tym, jednym nie mam nic do powiedzenia. Jedyne, co mi wiadomo to, to, że zostałaś sam na sam z Gale'em, miałaś nóż. I wbiłaś mu go w serce.

- Broniłam się.

- Ja to wiem. I ci wierzę, ale są ludzie, którzy tego nie robią i stąd to całe zamieszanie.

- Wszyscy wiedzą, że chciał mnie skrzywdzić!

- Wszyscy wiedzą też, że był niepoczytalny, Katniss! Gdy Gale trafił do Ósemki szybko załatwiono mu dokument potwierdzający załamanie psychiczne.

- Co?!

Johanna wzrusza ramionami.

- Twierdzą, że Gale nie zrobiłby ci krzywdy. Nie zaatakowałby cię, jeśli sama byś go nie sprowokowała.

- To kłamstwa! Ci ludzie kłamią!

- Wiem - odpowiada twardo Johanna. - Ale nie mogę nic zrobić w sposób o jakim ty myślisz! Muszę postępować rozsądnie. Jeśli nie będę starała się tego konfliktu zażegnać łagodnie, jedyne co uzyskam to kolejny bunt. Ludzie przestaną się mnie słuchać, a to sprawi, że nasza grupa straci wtyczkę w Kapitolu!

Patrzę na Johannę i zastanawiam się, kiedy dobro wszystkich nas: moje, Petty, Annie, Haymitcha, Beetee'ego, zaczęła stawiać ponad swoje. Kiedy stała się naszą liderką i... reprezentantką na Kapitolu. Zapewne w momencie, gdy przyjęła po Peecie pozycję Prezydenta.

Nieoczekiwanie Johanna przesuwa swoją dłoń po stole i mocno ściska moje palce.

- Jestem z tobą. Wszyscy jesteśmy. I przejdziemy przez to. Ale... Musisz mi zaufać, zdać się na mnie i przede wszystkim pozwolić mi działać wedle mojego uznania. Niczego na mnie nie wywrzesz, Katniss. Nie mogę ci na to pozwolić, jeśli dalej mam być niugiętą i stanowczą w swoich rządach.

- Wiem - mówię cicho. - Wiem, że próbujesz mi pomóc, ale ja po prostu... nie wiem czy sobie poradzę - głos mi się łamię i na chwilę muszę przymknąć oczy, żeby powstrzymać łzy. W ciemności widzę śliczną twarzyczkę Lizzie, jej drobne rączki wyciągnięte w moją stronę.

Otwieram oczy. Johanna wciąż tu jest.

- Dzięki - szepczę, a ona uśmiecha się blado.

- No co ty, ciemna maso?! Nie załamuj się. To Kapitol. Wszystko jest w cenie dopóki ludziom się podoba. To wciąż gra. Gdy się znudzą jestem pewna, że tłum sam każe cię uwolnić.

Powtarzam sobie słowa Johanny. To wciąż gra. To wciąż gra.

Johanna chwyta mnie za nadgarstki i prowadzi przed sobą do drzwi. Na korytarzu jest widniej i przez chwilę mrużę powieki, gdy wreszcie przyzwyczajam się do światła dostrzegam Peetę. Podbiega do mnie i chwyta mocno w objęcia. Trzęsę się wspinając na palce by oprzeć brodę na jego ramieniu.

- Wszystko dobrze - mówię próbując samej uwierzyć w te słowa. - Nic mi nie jest.

- Wierzę - mówi patrząc na mnie. Chciałabym też go objąć, ale wciąż mam skrępowane dłonie. Nie poruszam się więc. Peeta odchrząkuje. - Lizzie została z twoją mamą, Annie i Nickiem. Zostanę tu jak długo trzeba.

- Wolałabym, żebyś wrócił do niej. Potrzebuje chociaż jednego z nas.

- Nie - odpowiada karygodnie. - Nie zostawię cię. Kocham was obie, a ty mnie teraz potrzebujesz. Nie opuszczę cię.

Przyciąga mnie do siebie w krótkim pocałunku. Zbyt krótkim, jak dla mnie. Boję się, że może mi nie wystarczyć do naszego kolejnego spotkania. Johanna lekko daje mi znać i prowadzi mnie do mojej tymczasowej celi.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nowy rozdział w środę :D 

20:13, moda_pisarka
Link Komentarze (53) »
niedziela, 09 lutego 2014

Miło mi oznajmić, że zostałam nominowana przez Ewę Pałetko na blogu ignis-vitae.blogspot.com do Liebster Blog Award. Za co bardzo dziękuję, bo czuję, że moja praca na blogu została doceniona.

 

Co to właściwie jest LBA?

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera  wramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana też blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwości do ich  rozpowiszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań  otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11  osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno  nominować bloga, który Cię nominował."
 
 
Pytania do mnie:
 
1. Wolisz pisać pod publikę, tracąc siebie czy dla siebie, czasem tracąc publikę?
 
Jest to dość trudne pytanie ze względu na fakt, że czasami, aby zjednać sobie czytelników trzeba im się "podporządkować". Jednak ja staram się zaskakiwać swoich czytelników i właśnie dlatego unikam pisania tego, co chcieliby przeczytać. W swoim pisaniu jestem niezależna i nie pozwalam, aby inni zagarnęli to, co przede wszystkim robię z myślą o sobie. Szeroka publika nie jest, bowiem warta utraty samego siebie.
 
2. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
 
O, boże... Jak zaczęła się moja przygoda? Chyba pierwszym moim blogiem były dalsze Opowieści z Narnii, romans między Zuzanną i Kaspianem. Tak... :) To był napewno początek, później mały kryminalny blog o Agentach NCIS z kultowego serialu. Ale Opowieści z Narnii to był właśnie początek wszystkiego. :)
 
3. Czy masz jakieś inne pasje?
 
Inne pasje... Uwielbiam czytać i to ta pasja sprawiła, że zaczęłam pisać. Ale jestem też serialo- i filmomaniaczką, oglądam niemal wszystko, co mnie zainteresuje.
 
4. Jakie książki są Twoimi ulubionymi?
 
Lista będzie długa, postaram się, żeby było ich dziesięć, a więc:
1. Trylogia "Igrzysk śmierci" Suzanne Collins
2. Saga "Drżenie" oraz wszystkie pozostałe książki autorstwa Maggie Stiefvater
3. Saga "Żelazny Król" Julie Kagawa
4. Seria: "Dzienniki pisane w drodze" oraz wszystkie inne powieści Paul'a Richard'a Evans'a 
5. "Hrabina. Tragiczna historia Elżbiety Batory" Johns Rebecca
6. "Żona Inkwizytora"Kalogridis Jeanne
7. "Przebudzenie Arkadii" Kai Meyer
8. Trylogia "Wojny Świata Wynurzonego" Licia Troisi
9. Trylogia "Piekielne Maszyny" Cassandry Clare
10. I cały cykl Pretty Little Liars
Fiu, trochę tego jest :D
 
5. Jakie lubisz fimy/seriale.
 
No, to może tak. Najpierw filmy. Uwielbiam: ekranizacje "Igrzysk śmierci" - uważam, że to jedna z najlepszych jakie powstały, "Poradnik pozytywnego myślenia", "American Hustle", "List w butelce", "Czego pragną dziewczyny" - nie było razu, żebym gdy leciał ten film w telewizji nie obejrzała go razem z moim tatą, dalej jeszcze znajdzie się "21 jump street". Ogólnie lubię dużo filmów, ale muszą one mieć pewien smak i wydźwięk, jak książki.
 
Jeśli chodzi o seriale to jest tego, wiele. Kocham "Pamiętniki wampirów", które od lat już oglądam i z przyzwyczajenia nie potrafię przestać :), dalej "Pretty Little Liars" - uważam, że to najlepszy serial jaki kiedykolwiek powstał. Dalej znajdą się: "Ravenswood", "The originals", "Gra o Tron".
 
6. O czym marzysz?
 
Moje marzenia... Na pewno zależy mi na wygraniu konkursu na powieść wydawnictwa Znak, jakoże na sfinalizowanie wydania przeze mnie chociażby jednej z moich 12 powieści nie mam pieniędzy. Wydaje mi się, że to mogą być moje "drzwi" do życia o jakim zawsze marzyłam. Do tego dochodzi jeszcze chęć dostania się na Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, gdzie chciałabym studiować na kierunku Humanistyki II Generacji. I to chyba tyle...
 
7. Jaką książkową postać lubisz najbardziej?
 
Uwielbiam Peetę, poważnie to moja ulubiona postać z "Igrzysk". Cenię go za to, że potrafił postawić ponad swoje życie dobro Katniss, bo ona posiadała to, o czym on sam zawsze marzył - ludzi, którym na niej zależało. Ogólnie, jeśli chodzi o męskie postacie zarówno w tych młodzieżowych, jak i bardziej dorosłych książkach podoba mi się każda, która reprezentuje swoim zachowaniem pewną czułość i dorosłość, pewność w swoich zachowaniach i dążeniu do celu.
Jeśli zaś chodzi o kobiece postaci, to tak jak Katniss, czy Meghan, albo Grace, kocham każdą z bohaterek, która nie ugina się pod ciężarem życia, brnie do przodu i nawet, jeśli zdarzają jej się ciężkie momenty, to w ostateczności nigdy się nie poddaje.
 
8. Czy wierzysz w magię?
 
Dziwne pytanie... W sumie, to nie. Magia to wytwór, który jest żywy tylko w książkach. W całej tej skomputeryzowanej rzeczywistości jaka nas otacza, chyba nie ma na nią miejsca w życiu.
 
9. Jaki jest twój ulubiony cytat?
 
Mój ulubiony cytat, hmmm.... Cytat pochodzi z książki "Drżenie":
"Cokolwiek to jest poczeka do rana. A jeśli nie, to nie jest tego warte".
 
10. Jaka jest twoja ocena z polskiego?
 
Gdyby chodziło o moja ocenę z gimnazjum pochwaliłabym się szótką. :) Ale to liceum, więc powiem, że mam trzy. Niestety, ale klucz maturalny nie jest sprawiedliwy dla ludzi nadinterpretujących teksty. :D
 
 
A ja nominuję blogi:
 
1. bestseller-s
2. poigrzyskach1
3. metamorphoselife 
4. oczamipeetymellark
5. igrzyskasmierciii
6. katniss-everdeen-and-peeta-mellark
7. nietaklatwozapomniec
8. 100igrzyska
9. lustereczkopowiedzprzecie
10. katnissandpeeta
11. all-over-again-with-b-t-r
 
Pytania ode mnie:
 
1. Czy uważacie, iż czytanie książek wymiera w erze wypełnionej komputerami i telewizją?
2. Czy i wy macie czasem uczucie, że szkoła zabiera Wam możliwość rozwijania swoich pasji ze względu na robienie ze wszystkich uczniów ogółu, a nie podchodzenie do każdej jednostki indywidualnie?
3. Czy wierzycie w szczęśliwe zakończenia w życiu?
4. Czym według Was jest rodzina? Co oznacza to słowo?
5. Czy jest coś takiego, o czym zawsze marzyliście, ale baliście się konsekwencji, jakie z tego wynikną?
6. Czy tworzycie własne teksty?
7. Tworzycie własne? Jeśli tak, to czy kiedykolwiek dopadło Was takie wrażenie, iż natłok pomysłów Was dusi, albo przed snem leżeliście i próbowaliście wyśnić sobie ciąg dalszy opowiadania?
8. Czy zdarzyło Wam się kiedykolwiek postawić dobro innej osoby ponad swoje własne?
9. Czy choć raz w życiu zdarzyło Wam się popełnić błąd, z którego późniejsze konsekwencje, jakie wypłynęły okazały się zaskakująco przyjemne? Taki... błąd na wagę złota?
10. Co takiego daje Wam pisanie, czy to tylko pasja, czy sposób na życie?
11. Jak wyobrażacie sobie swoje życie za 10 lat, myślicie, że dalej będzie prowadzić blogi lub pisać?

:) Jeszcze raz dziękuję za nominację :) 

11:06, moda_pisarka
Link Komentarze (7) »
sobota, 08 lutego 2014

Rozdział jednak wcześniej. Na następny zapraszam w poniedziałek, chyba, że uda mi się wstawić coś jutro. Jakby co będę informować na blogu :D Miłej lekturki :)

 

Siedząc przy stole słyszę Peetę rozmawiającego przez telefon.

- Johanna, tak, tak, wiem... - mówi, a ja żałuję, że nie mogę usłyszeć, o czym mówi Johanna. - Nie, jeszcze z nią nie rozmawiałem... Wiem, co to oznacza... Nie, nie chcę, żeby ktoś to zrobił za mnie. Nie! Poradzę sobie. Dam radę.

Mówi coś jeszcze, ale nie mogę tego dosłyszeć. Wstaję i skradam się na palcach. Wyglądam zza ściany. Peeta przeczesuje ręką swoje jasne włosy - to nerwowy gest, znam go dobrze. Słyszę jak żegna się z Johanną i odkałda słuchawkę. Dostrzega moje spojrzenie i wypuszcza powietrze.

- Co się dzieje? - Pytam.

- Nic, to tylko... Johanna chciała się mnie o coś poradzić.

- Rozmawialiście o mnie? Słyszałam - głos mam stanowczy, ale mimo wszystko wychwytuje w nim drżenie. Podchodzi do mnie.

Chwilę się waha, a ja już wiem, że to co chce przede mną ukryć nie spodoba mi się. Z wyrazu jego twarzy dociera do mnie, że moje obawy zaczynają się spełniać. Nie zapomnieli o mnie, nie zapomnieli o tym, co zrobiłam.

Peeta wzdycha.

- Johanna chciała się poradzić w pewnej kwestii.

- Jakiej kwestii?

- W kwestii... - milknie.

- Mów! - Ponaglam go.

- Chodzi o Gale'a. O to, że nie żyje i o to, że...

- To ja go zabiłam - kończę za niego. - Co powiedziała?

W tej chwili do moich uszu dociera na raz walenie do drzwi, głośne, natarczywe i płacz Lizzie. Spoglądam na Peetę i wchodzę po schodach na górę. Biorę w ramiona swoją kruszynkę i wracam na dół, gdzie Peeta zdążył już otworzyć drzwi.

W pomieszczeniu stoi mężczyzna, na piersi ma wygrawerowane godło Kapitolu. Dociera do mnie co się dzieje, ale mogę myśleć tylko o płaczącej Lizzie, którą kołyszę na rękach. Mężczyzna kieruje na mnie swoje spojrzenie.

- Pani Mellark?

Skinam głową, choć to niekonieczne, rozpoznaje mnie. Doskonale wie, że ja to ja. Peeta spogląda na mnie z poczuciem winy i żalem w oczach. Tak, jak ja wie, że walka jest bezcelowa. Przypominam sobie, jak zaledwie kilka miesięcy temu staliśmy niemal w tej samej pozycji, gdy z Kapitolu przyjechali ludzie, by zabrać ode mnie Peetę. Tym razem, jednak jest o wiele gorzej i nie chodzi tu o Peetę.

Zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje podaję mu Lizzie, która jeszcze głośniej zaczyna przy tym płakać, nawet ona wyczuwa nerwową atmosferę, jakby wiedziała co za chwilę się wydarzy.

I co Gale? - Mówię w myślach, zupełnie, jakby martwy mógł mnie usłyszeć. - Prześladujesz mnie, nawet, gdy już cię nie ma.

Ale wiem, że to, dlaczego tu są ma związek ze mną. Przede wszystkim. To był mój błąd. Mój impuls i teraz, ja będę ponosić jego konsekwencję.

Mężczyzna z godłem Kapitolu wychodzi na przód przed dwóch mu podobnych i staje przede mną.

- Z rozkazu, pani Prezydent, mam za zadanie przewieźć panią do Kapitolu - mówi.

- Po co? - Pytam, chociaż doskonale to wiem.

- Na proces. Do tego czasu jest pani aresztowana. Zostały pani postawione zarzuty za zabójstwo Gale'a Hawthorne'a. Ma pani prawo zachować milczenie.

Czuję, jak wokół moich nadgarstków zaciśniają się bransolety reagujące na chociażby najmniejszy mój ruch, z każdym takowym zaciskają się coraz mocniej. Szybko tracę czucie w koniuszkach palców.

Spoglądam na Peetę, gdy mężczyzna pcha mnie przed sobą w kierunku drzwi.

- Johanna...

- Pomoże ci. Wszystko będzie dobrze. Przyjadę, jak tylko twoja mama przyjdzie do małej.

Absurdalne łzy frustracji i strachu cisną mi się pod powieki. Wbijam w niego rozpaczliwe spojrzenie, Lizzie porusza się w jego ramionach płacząc coraz głośniej i głośniej.

- Musi jeść, co trzy godziny. Mama napewno znajdzie, dla niej jakieś mleko w proszku, albo może...

- Katniss, nic się nie stanie. Niedługo wrócisz.

- Nie wychodź z nią bez czapki, ubieraj ją grubo i...

- Katniss...

- Przepraszam - szepczę, gdy jestem wypychana na zewnątrz. Peeta zostaje za mną, a ja idę w kierunku poduszkowca prowadzona przez tych mężczyzn. Spodziewałam się tego od początku, a przecież udawałam, że to tylko głupie i nieuzasadnione obawy. Teraz już wiem, że jednak takie nie były.

Jestem aresztowana, bo zabiłam Gale'a. W obronie własnej, czy nie. Zrobiłam to.  

13:48, moda_pisarka
Link Komentarze (8) »
czwartek, 06 lutego 2014

Mijają dni, tygdonie i względny spokój na powrót wkracza do mojego życia. Nie czuję już ciągłego strachu, chociaż wiem, że powinien mi towarzyszyć. Peeta męczony przeze mnie zapewnieniami, że sama poradzę sobie z Lizzie wraca wreszcie do piekarni. Pomału przyzwyczajam się do budzenia się o świcie samotnie w łóżku, podczas, gyd on wychodzi do pracy. Nie, nie jestem całkiem samotna. Lizzie po tym, jak niemal co noc zaczęła budzić się z głośnym płaczem zaczęła sypiać z nami i dzisiejszego ranka budzą mnie jej drobne paluszki wodzące po mojej twarzy niczym najdelikatniejsza pajęczynka skąpana w kroplach porannej rosy, odbijająca pierwsze promienie wschodzącego słońca.

Jej twarzyczka jest tak maleńka mimo płynącego czasu, że wciąż gdy biorę ją w swoje dłonie, mieści się w nich. Unosząc się na łokciach wpatruję się z uśmiechem w jej szeroko otwarte jasne oczy i nie potrafię przestać napawać się jej urodą. Tak, jak sądziłam, że synek Annie jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie, tak teraz dociera do mnie, że nie ma na Ziemi piękniejszego niemowlęcia od mojej Lizzie.

Jej bezzębne usta rozszerzają się nieco w niemej prośbie o jedzenie. Biorę ją w ramiona wciąż wpatrując się w nią niczym urzeczona. Kiedy powoli ssie moją pierś obejmując przy tym swoimi niewielkimi ustami dość duży fragment mojej skóry, zastanawiam się, czy to, co w tej chwili czuję to właśnie duma. Czy tak właśnie czuje się każda matka, która we własnym dziecku dostrzega szansę i nadzieję, możliwość uwolnienia się od dawnych błędów?

Całe dnie spędzam na zajmowaniu się Lizzie i w każdym calu sprawia mi to przyjemność. Możliwość poznania jej, podziwiania jak zmienia się i z dnia na dzień uczy się nowych rzeczy. Na przykład zaciska i rozkurcza piąstki przyglądając się swoim dłoniom paluszkom.

Peeta wraca zazwyczaj przed zachodem słońca, wciąż nie podoba mu się pomysł zostawienia nas na więcej niż kilka godzin, a tym bardziej nie podoba mu się opuszczanie nas, gdy zapada zmrok. W głębi duszy wiem, że i on czuje pewną nerwową atmosferę i czegoś oczekuje. Zupełnie, jakby nie wierzył w tak długi spokój. Nigdy nie może, bowiem zbyt długo być dobrze. Kiedy spokój zapada na większą ilość czasu, należy sądzić, że już wtedy dzieje się coś nie tak.

Kiedy pewnego wieczora Peeta wraca do domu jest już połowa października - a liście na drzewach zdążyły zmienić barwę na złotą i czerwoną, Lizzie już smacznie śpi po całym dniu nowych odkryć, gdy wsłuchiwała się w mój głos. Gdy Peeta siada na przeciwko mnie przy stole w kuchni i zadaje pytanie o to, co dzisiaj robiłyśmy i co go ominęło wyjawiam mu:

- Śpiewałam Lizzie.

- I?

Na chwilę zapada cisza podczas, której zwilżam usta językiem.

- Chyba lubi, kiedy jej śpiewam. Patrzyła się na mnie z zaciekawieniem i słuchała przez cały czas, jakby naprawdę sprawiało jej to przyjemność.

- Może sprawiało. To znaczy... - milknie, gdy dociera do niego, jak musiało to zabrzmieć. Wreszcie podnosi na mnie swoje spojrzenie. - Na pewno jej się podobał twój głos.

- Chyba bardziej podobało jej się, że przez pół dnia poruszałam ustami, o tak - demonstruję przesadnie szeroko otwierając, to zamykając usta.

 Oboje z Peetą po chwili zaczynamy się śmiać, a ja przypominam sobie, że ostatnio żadko żartujemy z czegokolwiek. On chyba dochodzi do takich samych wniosków, bo gdy przestaje już się śmiać wygląda na lekko skołowanego.

Spoglądam na niego spod kosmyków opadających mi na oczy.

- Coś nie tak? - Pytam.

- Nie - kłamie. Wiem to, słyszę. A on wie, że ja to zauważam.

- Chodzi o mnie? Wiem, że ostatnio niewiele ze soba rozmawiamy i wiem, że o czymś usilnie rozmyślasz. Chodzi o Lizzie? Ostatnio mało mi mówisz.

- Ty mi też.

- Nie mam czego. Niczego nie ukrywam i nie wiem co więcej mam czuć. Lizzie... pochłania cały mój świat.

- Teraz to ty kłamiesz.

Wydaje mi się, że minęły wieki odkąd ostatni raz patrzył na mnie spod opuszczonych rzęsc, jakbym była niesfornym dzieckiem, a może tą danwą Katniss Everdeen, która była pełna impulsywności i często zbyt dużej żywiołowości.

- Chciałabym zacząć polować. Przynajniej... chodzić do lasu i zastawiać pułapki, cyz sidła. Potrzebuję jakiegoś aktywnego zajęcia - wyjawiam wreszcie.

Peeta skina głową.

- Rozmawiałem z twoją mamą, czy mogłaby od czasu do czasu zająć się małą.

- Dziękuję. Nie wiesz nawet, jak bardzo się cieszę, że myślisz za mnie - kładę dłoń na jego dłoni. Jest wciąż ciepła od pieczenia chleba. Peeta ściska ją i unosi nasze splecione palce do swoich ust. Jego wargi są wilgotne, a ich dotyk wzbudza we mnie falę przyjemnego dreszczu i ciepła.

Gdy się odzywa głos ma poważny i uważnie lustruje moją twarz:

- Wciąż cię kocham. Mówiłem, że nigdy nie przestanę.

Marszcze brwi.

- Pamiętam.

- Więc przestań udawać i powiedz mi o czym takim myślisz, co sprawia, że boisz się jak na to zareaguję.

Swoim milczeniem jedynie potwierdzam jego przypuszczenia. Wydaje mi się, że oboje dokładnie w tej samej chwili wracamy wspomnieniami do moich koszmarów i tamtych chwil w podziemiach więzienia 8 Dystryktu.

Jakby na potwierdzenie moich złych przeczuć słyszę dzwoniący telefon. Peeta podnosi się, żeby odebrać i aby dźwięk nie obudził Lizzie. Ja sama mogę jedynie siedzieć i podsłuchiwać rozmowę, która już wtedy powinna wzbudzić moje wątpliwości i złe przeczucia.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Nowy rozdział już w sobotę. :) Pozdrawiam Was kochani i mam nadzieję, że Wam się spodobało :D

18:25, moda_pisarka
Link Komentarze (9) »
niedziela, 02 lutego 2014

Rozdział nieco wcześniej, ale nie spodziewajcie się już dzisiaj kolejnego. Z góry też ogłaszam, że kolejny ukaże się dopiero w czwartek i nie przewiduję, żadnych wcześniejszych, za co z góry przepraszam. Tymaczem zapraszam do lektury.

 

Wiem, że nigdy nie zapomnę żadnego dnia z życia Lizzie. Ale najbardziej zapada mi w pamięć dzień, gdy razem z Peetą i naszą córeczką wracamy do domu. Odkładam małą śpiącą do łóżeczka i opatulam kocykiem. Siadam na łóżku i wpatruję się w jej twarz pomiędzy szczebelkami. Wygląda tak spokojnie, tak niewinnie i bezbronnie. Zakochuję się w niej coraz mocniej i wiem, że ta miłość nie zostanie zniszczona przez nic. Ona jedyna jest wieczna.

Słyszę skrzypienie desek na schodach. Wiem, że to Peeta. Gdy przysiada obok mnie jego spojrzenie całkowicie skupia się na Lizzie. Nie potrafię do końca tego sprecyzować, ale chyba nigdy jeszcze nie widziałam go równie dumnego. Cieszę się, że i on jest szczęśliwy jednocześnie próbuję nie gapić się na niego, jakby był okazem wymierającego gatunku. On mimo wszystko wyczuwa moje spojrzenie na nim i odwaraca się do mnie.

- Coś nie tak? - Pyta.

- Nie - odpowiadam szybko kręcąc głową. - Tak tylko zamyśliłam się.

- A o czym myślałaś?

Waham się tylko przez chwilę.

- O tobie i o Lizzie. Jesteście do siebie bardzo podobni.

- Bardziej przypomina mi ciebie - odparowuje uśmiechając się samymi oczami. Wyciąga ramię w moją stronę i w mig mnie obejmuje. Jego broda spoczywa na mojej głowie, a moja twarz wtulona jest w jego pierś.

Nachodzi mnie dziwna myśl i nim zdążę ugryźć się w język wypowiadam słowa:

- Chciałabym, żebyś kochał ją tak jak mnie. Żebyś dbał o nią równie mocno, co o mnie i żebyś... był dla niej oparciem wtedy, gdy ja nie będę w stanie.

- O czym ty mówisz? - Dziwi się. Na jego twarzy widzę jasną odpowiedź na to, co przed chwilą powiedziałam, ale widzę też jego niepokój i zaskoczenie. - Katniss?

- Po prostu... wydaje mi się, że to ciebie będzie najbardziej potrzebowała.

- Nie rozumiem.

- Oboje wiemy, kto z nas jest lepszym człowiekiem. Oboje z nas wiemy, kto na to wszystko zasługuje, a które powinno trafić na kolejną arenę...

- Nie ma już aren.

- Wiem, to tylko taka metafora. Chodzi mi o to... - wypuszczam głośno powietrze i spoglądam mu głęboko w oczy. - Lizzie jest twoja, bezwzględnie. I cokolwiek by się stało nikt nie będzie lepszym ojcem od ciebie. Jesteś... to głupio zabrzmi... jesteś stworzony do tego by martwić się o słabszych i właśnie dlatego z nas dwojga ty będziesz lepszym rodzicem.

Peeta przez chwilę siedzi tylko i wpatruje się we mnie badawczo. Zwilża wargi językiem i wreszcie przemawia:

- To nie są zawody, Katniss. To nie Igrzyska. Jesteśmy w tym razem.

- Wiem, wiem, ale...

- Nie ma żadnego "ale". My razem - to jedyne co się liczy.

- Peeta...

- Katniss... - milnie. Chyba z wyrazu mojej twarzy, albo dłoni zaciśniętych na jego dłoniach wreszcie zdaje się rozumieć, co mam na myśli. - To się nie stanie, okej? Nic takiego się nie stanie. Lizzie jest nasza, a ty jesteś ze mną. Nic ci nie będzie. Poza tym to, co zrobiłaś nie oznacza, że jesteś złą osobą, ale walczysz o przetrwanie swoje i twoich bliskich, jasne?

- Nic nie rozumiesz - kręcę głową. - Postąpiłam lekkomyślnie, nie twierdzę, że źle, ale nie powinnam była tego robić. Zabiłam Coin. Zastrzeliłam ją, pamiętasz? A teraz...

- Gale odszedł - mówi Peeta mocnym głosem. - Już go nie ma i nie może niczego ci zrobić. Przetrzymywał nas, znęcał się i próbował cię zabić. Postąpiłaś słusznie.

Nie odpowiadam. Chciałabym móc powiedzieć Peecie o wszystkim, co czuję, o każdym zmartwieniu jakie mnie gnębi od tamtego dnia, gdy wbiłam scyzoryk w pierś Gale'a, ale nie potrafię. Słowa grzęzną mi w gardle, niczym stopy w błocie. Patrzę więc tylko na niego i staram się uspokoić swoje dziko bijące serce, ale co potem? Co się stanie za dzień, za tydzień, za miesiąc? W końcu ktoś sobie o mnie przypomni. W końcu ktoś po mnie przyjdzie. Wiem to.

Kiedy karmię Lizzie i palcami obejmuję jej drobną główkę cieszę się jej bliskością. Wspaniałe uczucie, jakie rozlewa się po moim ciele jest nieporównywalne z żadnym innym. Jej drobne paluszki owijające się wokół moich, jej oczy w odcieniu błękitu, oczy Peety. Jest moją nadzieją - powtarzam sobie w myślach niczym mantrę. Nadzieją, której nikomu nie pozwolę sobie odebrać.

Tej nocy zasypiam z przeświadczeniem, że gdy tylko zamkne oczy nawiedzą mnie koszmary. Wiem, że nie odeszły na dobre. Dlatego, gdy budzę się godzinę później zlana potem z roszerzonymi ze strachu oczami, pobudzona i roztrzęsiona kulę się na swojej połowie łóżka. Nie zwracam uwagi na Peetę. Nie mam odwagi spojrzeć mu w twarz, bo już dawno nie czułam się tak słaba i nie chcę by mnie taką oglądał.

Wyjmuję płaczącą Lizzie z łóżeczka i przygarniam do siebie w akcie rozpaczliwej tęsknoty i niepokoju. Gdy wracam do łóżka Peeta otacza nas obie swoim ramieniem. Nawet, gdy płaczę nic nie mówi, po prostu przy mnie jest.

A ja już wiem, że Gale nigdy nie da mi spokoju. Nawet po śmierci.

12:07, moda_pisarka
Link Komentarze (16) »