...po powrocie do 12 Dystryktu... Jak poskładać życie z niewielkich kawałków?
Dodatki na bloga
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 86: Aresztowanie

Rozdział jednak wcześniej. Na następny zapraszam w poniedziałek, chyba, że uda mi się wstawić coś jutro. Jakby co będę informować na blogu :D Miłej lekturki :)

 

Siedząc przy stole słyszę Peetę rozmawiającego przez telefon.

- Johanna, tak, tak, wiem... - mówi, a ja żałuję, że nie mogę usłyszeć, o czym mówi Johanna. - Nie, jeszcze z nią nie rozmawiałem... Wiem, co to oznacza... Nie, nie chcę, żeby ktoś to zrobił za mnie. Nie! Poradzę sobie. Dam radę.

Mówi coś jeszcze, ale nie mogę tego dosłyszeć. Wstaję i skradam się na palcach. Wyglądam zza ściany. Peeta przeczesuje ręką swoje jasne włosy - to nerwowy gest, znam go dobrze. Słyszę jak żegna się z Johanną i odkałda słuchawkę. Dostrzega moje spojrzenie i wypuszcza powietrze.

- Co się dzieje? - Pytam.

- Nic, to tylko... Johanna chciała się mnie o coś poradzić.

- Rozmawialiście o mnie? Słyszałam - głos mam stanowczy, ale mimo wszystko wychwytuje w nim drżenie. Podchodzi do mnie.

Chwilę się waha, a ja już wiem, że to co chce przede mną ukryć nie spodoba mi się. Z wyrazu jego twarzy dociera do mnie, że moje obawy zaczynają się spełniać. Nie zapomnieli o mnie, nie zapomnieli o tym, co zrobiłam.

Peeta wzdycha.

- Johanna chciała się poradzić w pewnej kwestii.

- Jakiej kwestii?

- W kwestii... - milknie.

- Mów! - Ponaglam go.

- Chodzi o Gale'a. O to, że nie żyje i o to, że...

- To ja go zabiłam - kończę za niego. - Co powiedziała?

W tej chwili do moich uszu dociera na raz walenie do drzwi, głośne, natarczywe i płacz Lizzie. Spoglądam na Peetę i wchodzę po schodach na górę. Biorę w ramiona swoją kruszynkę i wracam na dół, gdzie Peeta zdążył już otworzyć drzwi.

W pomieszczeniu stoi mężczyzna, na piersi ma wygrawerowane godło Kapitolu. Dociera do mnie co się dzieje, ale mogę myśleć tylko o płaczącej Lizzie, którą kołyszę na rękach. Mężczyzna kieruje na mnie swoje spojrzenie.

- Pani Mellark?

Skinam głową, choć to niekonieczne, rozpoznaje mnie. Doskonale wie, że ja to ja. Peeta spogląda na mnie z poczuciem winy i żalem w oczach. Tak, jak ja wie, że walka jest bezcelowa. Przypominam sobie, jak zaledwie kilka miesięcy temu staliśmy niemal w tej samej pozycji, gdy z Kapitolu przyjechali ludzie, by zabrać ode mnie Peetę. Tym razem, jednak jest o wiele gorzej i nie chodzi tu o Peetę.

Zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje podaję mu Lizzie, która jeszcze głośniej zaczyna przy tym płakać, nawet ona wyczuwa nerwową atmosferę, jakby wiedziała co za chwilę się wydarzy.

I co Gale? - Mówię w myślach, zupełnie, jakby martwy mógł mnie usłyszeć. - Prześladujesz mnie, nawet, gdy już cię nie ma.

Ale wiem, że to, dlaczego tu są ma związek ze mną. Przede wszystkim. To był mój błąd. Mój impuls i teraz, ja będę ponosić jego konsekwencję.

Mężczyzna z godłem Kapitolu wychodzi na przód przed dwóch mu podobnych i staje przede mną.

- Z rozkazu, pani Prezydent, mam za zadanie przewieźć panią do Kapitolu - mówi.

- Po co? - Pytam, chociaż doskonale to wiem.

- Na proces. Do tego czasu jest pani aresztowana. Zostały pani postawione zarzuty za zabójstwo Gale'a Hawthorne'a. Ma pani prawo zachować milczenie.

Czuję, jak wokół moich nadgarstków zaciśniają się bransolety reagujące na chociażby najmniejszy mój ruch, z każdym takowym zaciskają się coraz mocniej. Szybko tracę czucie w koniuszkach palców.

Spoglądam na Peetę, gdy mężczyzna pcha mnie przed sobą w kierunku drzwi.

- Johanna...

- Pomoże ci. Wszystko będzie dobrze. Przyjadę, jak tylko twoja mama przyjdzie do małej.

Absurdalne łzy frustracji i strachu cisną mi się pod powieki. Wbijam w niego rozpaczliwe spojrzenie, Lizzie porusza się w jego ramionach płacząc coraz głośniej i głośniej.

- Musi jeść, co trzy godziny. Mama napewno znajdzie, dla niej jakieś mleko w proszku, albo może...

- Katniss, nic się nie stanie. Niedługo wrócisz.

- Nie wychodź z nią bez czapki, ubieraj ją grubo i...

- Katniss...

- Przepraszam - szepczę, gdy jestem wypychana na zewnątrz. Peeta zostaje za mną, a ja idę w kierunku poduszkowca prowadzona przez tych mężczyzn. Spodziewałam się tego od początku, a przecież udawałam, że to tylko głupie i nieuzasadnione obawy. Teraz już wiem, że jednak takie nie były.

Jestem aresztowana, bo zabiłam Gale'a. W obronie własnej, czy nie. Zrobiłam to.  

sobota, 08 lutego 2014, moda_pisarka

Polecane wpisy

  • Rozdział 87: Przesłuchanie

    Johanna siedzi naprzeciwko mnie. Dostrzegam ukośne spojrzenia, jakie mi posyła, dłonie starannie złożyła na blacie niewielkiego stołu. Zdaję sobię sprawę, że je

  • Rozdział 84: Pierwsze dni

    Rozdział nieco wcześniej, ale nie spodziewajcie się już dzisiaj kolejnego. Z góry też ogłaszam, że kolejny ukaże się dopiero w czwartek i nie przewiduję, żadnyc

  • Rozdział 83: Katniss Mellark

    Nazywam się Katniss Mellark i jestem matką, żoną... przyjaciółką. Trzy razy brałam udział w Igrzyskach Głodowych. Straciłam ojca, straciłam siostrę. A wszystko

Komentarze
2014/02/08 13:57:22
O rany. Biedna Katniss :c
-
2014/02/08 14:44:54
Z tym Gale'm to całe życie (hmm, nie do końca) problemy!
-
2014/02/08 15:12:52
Mam nadzieję że jednak uda Ci się jutro coś wstawić ;)
-
2014/02/08 15:27:15
" Ubieraj ją grubo i nie wychodź bez czapki" normalnie myślałam, że umrę ze śmiechu:)Ale biedna Katniss:( Czekam:)
Puma
-
aerumnya1010
2014/02/08 19:13:02
Biedna Katniss, mam nadzieję, że wszystko będzie okey. Ja nie wiem kiedy dam nowy rozdział ...
-
ignis-vitae
2014/02/08 22:23:27
Mam przyjemność oznajmić, że zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Blog Award :)
Więcej informacji tutaj: ignis-vitae.blogspot.com/p/lba.html
-
2014/02/09 11:20:50
Ale jak to - przecież Johanna jest prezydentem. I aresztuje Katniss za morderstwo w obronie własnej, po uwięzieniu przez szaleńca, który sam uciekł z więzienia??? Na dodatek - Peeta już wiedział wcześniej co się dzieje i nie uprzedza Kat? Pewnie to jakoś wyjaśnisz, ale to dziwne jest...
-
2014/02/09 14:07:21
Mam nadzieje, że w kolejnych notkach szybko to się wyjaśni!



Zapraszam na mojego bloga. Myślę że sie spodoba ;3

if-u-burn-you-burn-with-us.blogspot.com