...po powrocie do 12 Dystryktu... Jak poskładać życie z niewielkich kawałków?
Dodatki na bloga
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 85: Wciąż cię kocham

Mijają dni, tygdonie i względny spokój na powrót wkracza do mojego życia. Nie czuję już ciągłego strachu, chociaż wiem, że powinien mi towarzyszyć. Peeta męczony przeze mnie zapewnieniami, że sama poradzę sobie z Lizzie wraca wreszcie do piekarni. Pomału przyzwyczajam się do budzenia się o świcie samotnie w łóżku, podczas, gyd on wychodzi do pracy. Nie, nie jestem całkiem samotna. Lizzie po tym, jak niemal co noc zaczęła budzić się z głośnym płaczem zaczęła sypiać z nami i dzisiejszego ranka budzą mnie jej drobne paluszki wodzące po mojej twarzy niczym najdelikatniejsza pajęczynka skąpana w kroplach porannej rosy, odbijająca pierwsze promienie wschodzącego słońca.

Jej twarzyczka jest tak maleńka mimo płynącego czasu, że wciąż gdy biorę ją w swoje dłonie, mieści się w nich. Unosząc się na łokciach wpatruję się z uśmiechem w jej szeroko otwarte jasne oczy i nie potrafię przestać napawać się jej urodą. Tak, jak sądziłam, że synek Annie jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie, tak teraz dociera do mnie, że nie ma na Ziemi piękniejszego niemowlęcia od mojej Lizzie.

Jej bezzębne usta rozszerzają się nieco w niemej prośbie o jedzenie. Biorę ją w ramiona wciąż wpatrując się w nią niczym urzeczona. Kiedy powoli ssie moją pierś obejmując przy tym swoimi niewielkimi ustami dość duży fragment mojej skóry, zastanawiam się, czy to, co w tej chwili czuję to właśnie duma. Czy tak właśnie czuje się każda matka, która we własnym dziecku dostrzega szansę i nadzieję, możliwość uwolnienia się od dawnych błędów?

Całe dnie spędzam na zajmowaniu się Lizzie i w każdym calu sprawia mi to przyjemność. Możliwość poznania jej, podziwiania jak zmienia się i z dnia na dzień uczy się nowych rzeczy. Na przykład zaciska i rozkurcza piąstki przyglądając się swoim dłoniom paluszkom.

Peeta wraca zazwyczaj przed zachodem słońca, wciąż nie podoba mu się pomysł zostawienia nas na więcej niż kilka godzin, a tym bardziej nie podoba mu się opuszczanie nas, gdy zapada zmrok. W głębi duszy wiem, że i on czuje pewną nerwową atmosferę i czegoś oczekuje. Zupełnie, jakby nie wierzył w tak długi spokój. Nigdy nie może, bowiem zbyt długo być dobrze. Kiedy spokój zapada na większą ilość czasu, należy sądzić, że już wtedy dzieje się coś nie tak.

Kiedy pewnego wieczora Peeta wraca do domu jest już połowa października - a liście na drzewach zdążyły zmienić barwę na złotą i czerwoną, Lizzie już smacznie śpi po całym dniu nowych odkryć, gdy wsłuchiwała się w mój głos. Gdy Peeta siada na przeciwko mnie przy stole w kuchni i zadaje pytanie o to, co dzisiaj robiłyśmy i co go ominęło wyjawiam mu:

- Śpiewałam Lizzie.

- I?

Na chwilę zapada cisza podczas, której zwilżam usta językiem.

- Chyba lubi, kiedy jej śpiewam. Patrzyła się na mnie z zaciekawieniem i słuchała przez cały czas, jakby naprawdę sprawiało jej to przyjemność.

- Może sprawiało. To znaczy... - milknie, gdy dociera do niego, jak musiało to zabrzmieć. Wreszcie podnosi na mnie swoje spojrzenie. - Na pewno jej się podobał twój głos.

- Chyba bardziej podobało jej się, że przez pół dnia poruszałam ustami, o tak - demonstruję przesadnie szeroko otwierając, to zamykając usta.

 Oboje z Peetą po chwili zaczynamy się śmiać, a ja przypominam sobie, że ostatnio żadko żartujemy z czegokolwiek. On chyba dochodzi do takich samych wniosków, bo gdy przestaje już się śmiać wygląda na lekko skołowanego.

Spoglądam na niego spod kosmyków opadających mi na oczy.

- Coś nie tak? - Pytam.

- Nie - kłamie. Wiem to, słyszę. A on wie, że ja to zauważam.

- Chodzi o mnie? Wiem, że ostatnio niewiele ze soba rozmawiamy i wiem, że o czymś usilnie rozmyślasz. Chodzi o Lizzie? Ostatnio mało mi mówisz.

- Ty mi też.

- Nie mam czego. Niczego nie ukrywam i nie wiem co więcej mam czuć. Lizzie... pochłania cały mój świat.

- Teraz to ty kłamiesz.

Wydaje mi się, że minęły wieki odkąd ostatni raz patrzył na mnie spod opuszczonych rzęsc, jakbym była niesfornym dzieckiem, a może tą danwą Katniss Everdeen, która była pełna impulsywności i często zbyt dużej żywiołowości.

- Chciałabym zacząć polować. Przynajniej... chodzić do lasu i zastawiać pułapki, cyz sidła. Potrzebuję jakiegoś aktywnego zajęcia - wyjawiam wreszcie.

Peeta skina głową.

- Rozmawiałem z twoją mamą, czy mogłaby od czasu do czasu zająć się małą.

- Dziękuję. Nie wiesz nawet, jak bardzo się cieszę, że myślisz za mnie - kładę dłoń na jego dłoni. Jest wciąż ciepła od pieczenia chleba. Peeta ściska ją i unosi nasze splecione palce do swoich ust. Jego wargi są wilgotne, a ich dotyk wzbudza we mnie falę przyjemnego dreszczu i ciepła.

Gdy się odzywa głos ma poważny i uważnie lustruje moją twarz:

- Wciąż cię kocham. Mówiłem, że nigdy nie przestanę.

Marszcze brwi.

- Pamiętam.

- Więc przestań udawać i powiedz mi o czym takim myślisz, co sprawia, że boisz się jak na to zareaguję.

Swoim milczeniem jedynie potwierdzam jego przypuszczenia. Wydaje mi się, że oboje dokładnie w tej samej chwili wracamy wspomnieniami do moich koszmarów i tamtych chwil w podziemiach więzienia 8 Dystryktu.

Jakby na potwierdzenie moich złych przeczuć słyszę dzwoniący telefon. Peeta podnosi się, żeby odebrać i aby dźwięk nie obudził Lizzie. Ja sama mogę jedynie siedzieć i podsłuchiwać rozmowę, która już wtedy powinna wzbudzić moje wątpliwości i złe przeczucia.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Nowy rozdział już w sobotę. :) Pozdrawiam Was kochani i mam nadzieję, że Wam się spodobało :D

czwartek, 06 lutego 2014, moda_pisarka

Polecane wpisy

  • Rozdział 87: Przesłuchanie

    Johanna siedzi naprzeciwko mnie. Dostrzegam ukośne spojrzenia, jakie mi posyła, dłonie starannie złożyła na blacie niewielkiego stołu. Zdaję sobię sprawę, że je

  • LBA!

    Miło mi oznajmić, że zostałam nominowana przez Ewę Pałetko na blogu ignis-vitae.blogspot.com do Liebster Blog Award. Za co bardzo dziękuję, bo czuję, że moja pr

  • Rozdział 83: Katniss Mellark

    Nazywam się Katniss Mellark i jestem matką, żoną... przyjaciółką. Trzy razy brałam udział w Igrzyskach Głodowych. Straciłam ojca, straciłam siostrę. A wszystko

Komentarze
2014/02/06 18:33:05
Jest ekstra tylko jest jedno ale... Katniss i Peeta dalej mają góra 20 lat i tak jakoś ich teraźniejsze zachowanie nie odpowiada mi temu co było w książce. Może tylko ja mam takie wrażenie, ale tylko wypowiadam swoje zdanie. Czekam na następną notke
-
2014/02/06 18:45:46
Fajna, czekam na kolejną :)
-
2014/02/06 19:01:11
W sobotę?! Serio chcesz żebym umarła z ciekawości!!
-
2014/02/06 19:26:22
W sobotę?! Czyś Ty zwariowała?!!! Ale rozdział świetny:) Taki niby wesoły, lecz jednak tajemniczy;)
Puma
-
2014/02/06 20:19:50
Oznajmiam wszem i wobec, że rozdział u mnie gotowy:)
Puma
-
2014/02/06 20:57:20
Chyba się spieszyłaś, bo jest kilka literówek, poza tym "rzadko", nie "żadko", ale to drobiazgi. Ten rozdział jest naprawdę fajny ;). Przy okazji, gdyby ktoś z was był fanem Harry'ego Pottera, zapraszam na mojego bloga z kontynuacją harry-i-ginny-potter.blogspot.com
-
2014/02/06 21:49:21
Jak dla mnie super ;) nie mogę doczekać się aż akcja znów się rozkręci a sobota wydaje się tak odległa :(
-
aerumnya1010
2014/02/07 14:31:52
Eh, świetny rozdział, prawda kilka literówek, ale to nie szkodzi :)
-
moda_pisarka
2014/02/08 11:00:13
Uwaga! Nowy rozdział dzisiaj o 21.00. :D