...po powrocie do 12 Dystryktu... Jak poskładać życie z niewielkich kawałków?
Dodatki na bloga
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 83: Katniss Mellark

Nazywam się Katniss Mellark i jestem matką, żoną... przyjaciółką.

Trzy razy brałam udział w Igrzyskach Głodowych. Straciłam ojca, straciłam siostrę. A wszystko przez niesprawiedliwość świata. Przez kolejne lata po śmierci ojca - głowy rodziny - byłam zmuszona sama się nią opiekować. Moja o cztery lata młodsza siostra była głównym powodem, dla którego po śmierci ojca nie załamałam się tak jak matka. Była powodem, dla którego zgłosiłam się do pierwszych Igrzysk i powodem, dla którego zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby je wygrać.

Zrobiłam absolutnie wszystko! Włącznie z tym, że wykorzystałam do tego celu miłość chłopca, który kiedyś podarował mi maleńkie życie w postaci dwuch spalonych bochenków chleba. Byłam najgorszą osobą, jaką mogłam być i jednocześnie starałam się najbradziej, jak mogłam zwalczyć to w sobie. To, co czuję zrozumiałam dopiero, gdy na wszelkie możliwe sposoby zaczęłam unikać Peety. Wtedy zobaczyłam, jak oddala się po raz pierwszy. Nie dosłownie... chociaż może i tak.

Swój błąd zrozumiałam dopiero, gdy dotarło do mnie jak bardzo go potrzebuję do przetrwania, do tego, aby normalnie funkcjonować. Po drodze mijałam wiele przeszkód, na które z całą pewnością zasługiwałam, ale nie przyszło mi do głowy, że kolejną przeszkodą na mojej drodze okaże się mój przyjaciel.

On zabił moją siostrę. Był odpowiedzialny za to, że Prim spłonęła, umarła przez bombę. Jego bombę! A ja zabiłam go. Bo zasługiwal na to o wiele bardziej niż na życie. Zabiłam go, ponieważ nikt mi nie wmówi, że w Gale'u pozostało cokolwiek z człowieka, który był moją rodziną. I w końcu zabiłam go... bo wiem, że gdybym to ja skrzywdziła któreś z jego rodzeństwa i on by mnie zabił. Mimo miłości, jaką podobno do mnie czuł i okazał mi ją wspaniałomyślnie pozwlając mojej siostrze wylecieć w powietrze.

Długo musiałam to trawić. Tak samo jak długo musiałam doszukiwać się sensu w tym... wszystkim. Dlaczego ktoś kto cię kocha niszczy twoje życie? Dlaczego ktoś, kto tak długo dbał o ludzi, których kochasz nagle zmienia się nie do poznania i podczas, gdy ty sam wszystkich traktujesz indywidualnie, do każdego podchodzisz inaczej i dbasz przede wszystkim o swoich najbliższych, on obiera całkiem inny sposób myślenia wszystkich biorąc za ogół i uznając, że ofiary są konieczne, aby zakończyć tą trwającą od dawna niedolę?

Kochałam go i nienawidziłam za razem. Szybko nauczyłam się tylko go nienawidzić, a gdy w końcu pojęłam, że nie zaznam spokoju wbiłam mu nóż w serce, tak jak on zrobił to mi zabijąjąc osobę dla której zaczęłam to wszystko, chociaż z poczatku zupełnie nieświadomie. Prim była powodem i symbolem rewolucji. Teraz to rozumiem, nie ja, lecz ona. Prim była tym, co to wszystko zapoczątkowało. Jej imię na tamtej kartce, moja miłość do niej i chęć ochronienia jej. Ludzie uwierzyli we mnie, bo pokazałam im niesprawiedliwość tego wszystkiego, pokładali we mnie nadzieje, bo chcieli, żebym tak jak uratowałam Prim, uratował ich. Ale moja siostra nie żyje, a oni dalej zdają się na mnie patrzeć.

Nie mam im jednak o dziwo tego za złe. Czasem tylko... na chwilę się zawieszam. Ale teraz to nie ważne. Nie ważni są ci ludzie, tylko to, co sprawia, że jestem sobą i nikim więcej.

Czy jesteście gotowi na dalszą część mojej historii? Na część historii o Katniss Mellark, a nie Katniss Everdeen, chociaż tamta zawsze pozostanie częścią mnie? Chciałabym wam pokazać, jak przeszłość ma wpływ na teraźniejszość i przyszłość oraz jak ważne jest by nigdy się nie poddawać. Teraz znowu mam o co walczyć i wierzę, że jeśli będę musiała poświęcę wszystko by ocalić dwie ukochane osoby w moim życiu.

 

***

Budzę się spokojna i wyspana bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Dziwne, ale spodziewałam się koszmarów. Spodziewałam się twarzy Gale'a wyrażającej złość, zawód i obrzydzenie, tymczasem widziałam Prim. Siedziała na łące razem z Rue i plotły wianki z drobnych białych i żółtych kwiatów. Finnick był tam leżąc na plecach z zamkniętymi oczami wygrzewując twarz w promieniach słońca. Mags obserwowała dziewczynki razem z moim ojcem, który od czasu do czasu podśpiewywał jakąś melodię. Wszystko wydawało się takie piękne. I było. Więc kiedy otwieram oczy spodziewam się jakiegoś bólu, czegoś realnego, co od dawna mi towarzyszyło i było częścią mnie. Tak się nie dzieje. Nie ma bólu, ani psychicznego, ani fizycznego.

Jestem wolna.

Podnoszę się na łokciach i rozpoznaję pokój w jakim się znajduję. Jestem w Dystrykcie 14, a to miejsce to szpital. Szybko rozpoznaję szpitalną koszulę, która zastąpiła moje brudne i podarte ubranie. Ból, który wcześniej czułam aż w paznokciach zniknął i mogę poruszać palcami. I tyle wystarcza bym o wszystkim sobie przypomniała. Peeta leży na łóżku dla drugiego pacjenta. Jest całkowicie ubrany. Jedną dłoń ma niedbale zarzuconą na oczy, jakby w ten sposób chronił się przed słońcem mogącym go obudzić.

Swoje spojrzenie kieruję w stronę niewielkiego zawiniątka spokojnie śpiącego obok Peety, który przytrzymuje je jedną ręką chroniąc od chłodu ściany i jednocześnie dając sobie całkowitą kontrolę nad swoim snem. Wiem, że jeśli tylko zapłacze, albo się poruszy on zbudzi się momentalnie, tak jak robił to tysiąc razy, gdy chodziło o mnie. Ta wiedza napawa mnie jeszcze większym spokojem, czuję coś takiego... radość?

Lizzie jest taka maleńka. Pamiętam, że doktor mówił, że jest wcześniakiem. O całe dwadzieścia dni. Prawie dwa tygodnie spędziłam z Peetą w podziemiach więzienia 8 Dystryktu. Oddalam jednak od seibei te myśli. Lizzie waży 3 kg i mierzy pięćdziesiąt centymetrów. Jest drobniutka i maleńka.

Gdy biorę ją na ręce ostrożnie klucząc, aby nie obudzić Peety nie umiem z początku odnaleźć jej miejsca w swoich ramionach. Dziwnie się czuję, ale jednocześnie jest to najcudowniejsza rzecz, jaka przytafiła mi się w życiu. Nigdy, nigdy, nie sądziłabym, że naprawdę mogłabym trzymać w ramionach własne dziecko. Ktoś mógłby powiedzieć, że się nie nadaję, ktoś inny powiedziałby, że jestem mordercą i nie powinnam doświadczać takich rzeczy. Jeszcze ktoś... powiedziałby, że to nie jestem ja. Katniss nie chciała mieć dzieci. Katniss nie chciała mieć męża. Katniss... nie chciała tego, bo nie doświadczyła prawdziwej samotności. Katniss nie chciała tego, bo nie miała pojęcia, jaką potworną moc ma czas, jak niszczy, jak rani i szybko sprawia, że tracimy kontrolę nad swoim losem. To wszystko były pragnienia Katniss Everdeen, tej, która nie miała moich wspomnień i nie znała moich lęków. Tej, która jest przeszłością.

A ja... Ja dostrzegam w Lizzie coś takiego... jest wspaniała. Ma te rysy, takie zwyczajne, proste, i tą kępkę włosów, które zdają się do niej nie pasować. Jest piękna i jest moja. Jest moją szansą i nadzieją.

Porusza się cicho przez sen, a ja z wrażenia aż szerzej otwieram usta. Chcę coś zrobić. Coś powiedzieć, ale nie potrafię. Kciukiem głaszczę jej drobną różową rączkę. A ona kieruje twarz w moją stronę, szukając większej ilości mojej obceności. Jakby nie była do końca pewna do kogo należy ten dotyk, chociaż go zna i jakby chciała dostać go nieco więcej. Kiedy cicho płacze tulę ją do siebie, a kiedy siadam na łóżku dostrzegam Peetę przeczesującego ręką włosy i zaspaną twarz.

Patrzę na niego, a on przez chwilę patrzy na Lizzie wreszcie na mnie.

- Nie chciałem cię budzić - mówi cicho, niemal szeptem do mnie.

- Nie szkodzi - odpowiadam przyciskając ją do siebie. - Nic nie szkodzi.

Kiedyś wydawało mi się, że tego nie chcę. Wydawało mi się, że tego nie potrzebuję. Ale każdy tak mówi będąc nieświadomym jakie okropności dzieją się na świecie. A jeśli, ja mam na nim być to przynajmniej chcę mieć kogoś za kogo warto zginąć w wybuchu bomby.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Następny rozdział w niedzielę o 14.00. :)

 

 

piątek, 31 stycznia 2014, moda_pisarka

Polecane wpisy

  • Rozdział 87: Przesłuchanie

    Johanna siedzi naprzeciwko mnie. Dostrzegam ukośne spojrzenia, jakie mi posyła, dłonie starannie złożyła na blacie niewielkiego stołu. Zdaję sobię sprawę, że je

  • LBA!

    Miło mi oznajmić, że zostałam nominowana przez Ewę Pałetko na blogu ignis-vitae.blogspot.com do Liebster Blog Award. Za co bardzo dziękuję, bo czuję, że moja pr

  • Rozdział 86: Aresztowanie

    Rozdział jednak wcześniej. Na następny zapraszam w poniedziałek, chyba, że uda mi się wstawić coś jutro. Jakby co będę informować na blogu :D Miłej lekturki :)

Komentarze
2014/01/31 17:04:51
Wspaniały rozdział. Wzruszyłam się na końcówce... ; C
-
2014/01/31 17:10:32
nie wierzę... popłakałam się :) cudowny :D
-
2014/01/31 17:16:12
jejku... Ale sweet!;)
Puma
-
2014/01/31 18:00:31
Co raz lepsze rozdziały. Wzruszające. :'c
-
moda_pisarka
2014/01/31 18:12:10
Dziękuję kochani :) Oto mi właśnie chodzi. Mam być coraz lepsza, a tym, co mnie do tego zachęcia i motywuje jesteście Wy :* Obym nigdy Was nie rozczarowała.
-
aerumnya1010
2014/01/31 18:38:29
Rozczuliłam się na samym końcu :) Piszesz coraz lepiej! Aż warto tu zaglądać :) Nowy rozdział u mnie się pojawił, i pewnie jeszcze jeden się ukaże :)
-
2014/01/31 19:53:54
dziewczyno! jestes niesamowicie utalentowana i genialna! Twoja rozdziały sa takie piekne i wzruszajace. weny zycze, weny :*
-
2014/01/31 19:56:26
Nowy rozdział już u mnie! Nawet długi. Kingo zależy m i na Twojej opinii;)
-
2014/02/01 18:49:57
Cześć :) Dopiero teraz założyłam konto, żeby móc komentować twoje wpisy, ale jestem z twoim blogiem już od dłuższego czasu. Bardzo mnie zainspirowałaś, więc stworzyłam własny blog, również o tej tematyce. Oczywiście, nie marzę nawet o tym, żeby dorosnąć Ci do pięt, ale mam nadzieję, że mogłabyś mi coś doradzić :)
nietaklatwozapomniec.blox.pl/html
-
2014/02/02 01:17:09
Jedno pytanie:) co z Jaskrem? :)
-
moda_pisarka
2014/02/02 07:50:55
Jaskier to kot więc podczas najazdu na 12 na pewno się schował i sądzę, że Śliska Sae się nim zajmie na tyle na ile on sam jej pozwoli :D Postaram się poruszyć jego temat :)