...po powrocie do 12 Dystryktu... Jak poskładać życie z niewielkich kawałków?
Dodatki na bloga
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 81: Najgorszy ból to ten, kiedy musisz patrzeć jak ukochana osoba cierpi

Witajcie! Nowy rozdział już jutro o 14.00! A tym czasem zapraszam do czytania :)

 

Nie pamiętam, jak to się dzieje, że tracę przytomność. Gale musiał znów złapać mnie za tchwicę, aby ograniczyć mi przez chwilę przepływ powietrza. Pamiętam, jak kiedyś powiedział mi, że to szybki i prosty sposób na pozbycie się problemu na jakiś czas, ale nie owlno włożyć w to za dużo siły. Jakiś młodszy dzieciak zdenerwował go wtedy, a ja jedynie patrzyłam, jak powala go tym sposobem na ziemię. Już wtedy powinnam była połapać się, jaki Gale naprawdę jest.

Chcę się podnieść, spodziewam się, że poczuję pod sobą miękkość starego materaca, ale szybko orientuję się, że ten zniknął. A właściwie rzecz biorąc siędzę na krześle, przywiązana i niemogąca się poruszyć. Próbuję poruszyć palcami u dłoni i natrafiam na ludzką skórę. Przytomnieję momentalnie czując, jak ktośprzywiązany do krzesła za moimi plecami porusza się, nasze palce się splatają.

- Wszystko... w porządku, Katniss? - Pyta. Głos Peety jest słaby, a przynajmniej zmęczony. Zastanawiam się, czy jedmu, tak jak i mi nie dali nic do jedzenia, czy picia. Opieram swoją głowę o tył jego i próbuję nie myśleć o krwi, jaka skleja ze sobą nasze włosy.

- Przepraszam - mówię tylko. - Nie chciałam, żeby coś takiego się stało. Nie myślałam, że i po ciebie przyjdzie.

- To nie twoja wina, a poza tym - mocno ściska moją dłoń - nie pozwolę ci nigdzie samej odejść.

Mimo tego wszystkiego czuję jak uśmiech wypełza mi na usta. Oddaję mu uścisk marząc o tym, żeby teraz znaleźć się w jego silnych ramionach. Bezpieczna. Przez krótką chwilę po prostu milczymy napawając się swoją bliskością i nie potrzebując niczego więcej. W końcu słyszę, jak Peeta bierze głębszy oddech i mówi:

- Mam plan - oznajmia. - Ale nie ważne, co będzie się dziać musisz mi obiecać, że zrobisz, co ci każę. Jeśli powiem uciekaj, uciekniesz, jeśli powiem, że masz mnie zostawić...

- Nie zostawię cię - przerywam mu kategorycznie. - Nie masz na co liczyć.

Potrafię sobie niemal wyobrazić, jak Peeta przewraca oczami, a jego twarz przybiera ten pełen miłości zbolały wyraz.

- Ty byś mnie nie zostawił - ciągnę dalej.

- Ja każę ci zostawić mnie, nie jestem na twoim miejscu.

Długo odtwarzam słowa Peety w pamięci. Próbuję doszukać się w nich jakiejś podpowiedzi, może wcale nie oznaczają tego co usłyszałam? Ale to tylko nadzieja, szybko zastępują ją łzy i strach paraliżujący całe moje ciało, bo nawet nie mam broni, nie mam jak nas obronić.

Gdy pozwalam swojej głowie lekko opaść na ramię Peety szybko przypominam sobie, gdzie jesteśmy i bystrzeję. Nie mogę sobie teraz pozwolić na sen, nie w tym miejscu, tym bardziej nie mogę zostawić Peety samego.

Kiedy jakiś czas później słyszymy dźwięk otwieranych zasów i drzwi oboje udajemy, że ani trochę nas to nie interesuje. Słowo udajemy ma tu jednak kluczową rolę. Gale wchodzi do pokoju i stawia na ziemi tacę z kubkiem wody i talerzem pełnym czerstwego chleba. Nasza działka żywnościowa.

Najpierw Gale podchodzi do Peety. Słyszę, jak strzykają mu kolana, gdy przed nim klęka i potrafię bez patrzenia na niego powiedzieć jak szeroki uśmiech rozciąga się na jego ustach. Gale musi być w niebo wzięty mogąc patrzeć na Peetę z góry wygranej pozycji.

- Głodny? - Pyta go Gale.

Marzę o tym, żeby powiedział tak, ale i on zdążył już zauważyć, że jedzenia jest dla jednej osoby. A nawet, gdyby było go więcej, Peeta wszystko by mi oddał. Dlatego nie jestem zdziwiona, gdy mówi:

- Nie. Nie jestem głodny.

Gale podchodzi do mnie z talerzem i wciska mi do buzi pierwszy kawałek chleba. Przeżuwam go powoli, ale nie ma smaku. Suchy kawałek, muszę długo gryźć, żeby wreszcie móc go przełknąć. Gale bez namysłu wciska mi do buzi drugi i tak aż jedzenie się skończy. Peeta mocno zaciska dłonie na moich, jakby tylko w ten sposób powstrzymywał się od rzucenia na Gale'a.

- To teraz może się napijesz, Kotna? - Nie czekając na moją odpowiedź przechyla zawartość kubka i odchylając moją głowę do tyłu wlewa mi ją do gardła. Staram się połknąć wszystko, ale wody jest za dużo. Zaczynam się krztusić, gdy nie nadążam jej pić, a ona wpływa mi do nosa. Gale mnie puszcza, a ja zaczynam kasłac i łapczywie łapać powietrze.

Widzę jego paciorkowate oczy tuż przed swoimi i ten szeroki uśmiech nie zwiastujący niczego dobrego. Zdaję sobie sprawę jak bezbronna i żałosna wydaję się w jego oczach.

- Kotna, możesz to wszystko skończyć. Wystarczy, że powiesz, że ze mną zostaniesz, a kochaś będzie wolny. Wypuszczę go, nic mu już nie zrobię.

- Nie, Katniss... - cichy głos Peety przywraca mnie do rzeczywistości. - Nie wybierzesz się z nim nigdzie. Słyszysz, Gale?! Ona nigdzie z tobą nie pójdzie!

- Ty tak sądzisz - odpowiada mu spokojnie Gale nie odchodząc ode mnie.

Wpatruję się w niego spokojnie i próbuję znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Żadnego nie dostrzegam, co jeszcze bardziej zaczyna mnie irytować. Spoglądam Gale'owi w oczy i cedzę przez zaciśnięte zęby:

- Idź do diabła.

- Niczego ciekawego nie miał mi już do zaoferowania.

Wstaje i mam nadzieję, że po prostu odejdzie, ale on zatrzymuje się jeszcze przed Peetą i wali go pięścią w twarz. Peeta nawet nie jęczy. Jest cichy i znosi wszystko bez niepotrzebnych gwałtownych rekacji.

- Co takiego w sobie masz, piekarzu?! Co sprawia, że dziewczyna pójdzie za tobą wszędzie?!

- Nic. Ja jej do niczego nie zmuszam - odpowiada mu Peeta, a Gale zamierza się by uderzyć go po raz kolejny. W ostatniej chwili rozmyśla się i zamyka za sobą drzwi. Słyszę hałas i domyślam się, że Gale rzucił w ścianę metalową tacą, na której przyniósł nam jedzenie.

Odczekuję chwilę i wreszcie się odzywam:

- Nie musiałeś tego robić.

- Boli cię coś? Skrzywdził cię jakoś? - Głos Peety jest naglący.

Badam swoją szczękę poruszając nią i sprawdzając, czy nie jest złamana.

- Nie, nic mi nie jest - odpowiadam ściskając jego palce.

- A Lizzie?

Chwilę muszę się skupić, aby poczuć chociażby najmniejszy jej ruch. Udaje mi się, przewraca się przez sen.

- Chyba śpi - uspokajam go.

Peeta podciąga się na krześle, ale wychodzi mu to dość nieporadnie. W końcu przestaje się wiercić i odwraca głowę najbardziej jak tylko może w moją stronę idę za jego przykładem i nasze czoła stykają się ze sobą. Żar leje się z Peety, a ja zastanawiam się, co mu zrobili.

- Powiedz jej, że tata zrobiłby dla niej wszystko, dobrze? I zrobi wszystko co będzie mógł.

- O czym ty mówisz?! - Mój głos jest piskliwy, niemal błagający. - Peeta?

- Kiedy powiem uciekaj, masz uciekać.

- Nie...

- Nie wolno ci się patrzeć za siebie, nie odwracaj się, ani nie wracaj po mnie.

- Peeta!

Dostrzegam błysk noża, to scyzoryk wystaje z wysokiego do pół łydki buta Peety. Zwinnie sięga po niego, a ja rozumiem już, że wiercił się tak, aby nieco go wsyunąć. Łapie go między kciuk i mały palec i wolno zaczyna nim przesuwać po naszych więzach.

- A co jeśli nas podsłuchują, albo są tu kamery.

- Nie ma - odpowiada mi nie przerywając działania.

- Skąd wiesz?

- Bo wiem, gdzie jesteśmy.

Kamienieję przez chwilę jedynym, co słychać jest skrobanie ostrza o sznur.

- Jak to? - Pytam wreszcie odzyskując zdolność mówienia.

- Ja i Haymitch... Johanna nam pomogła. Długa historia. To jedna z podziemnych cel więziennych w 8 Dystrykcie. Gale musiał się tu chować po swojej ucieczce. Dlatego go nie znaleźli.

- Peeta, co ty zamierzasz zrobić?

- Zaufaj mi. Tylko mi zaufaj - odpowiada, a ja czuję węzły upadające na ziemię. Jestem wolna.    

czwartek, 30 stycznia 2014, moda_pisarka

Polecane wpisy

  • Rozdział 87: Przesłuchanie

    Johanna siedzi naprzeciwko mnie. Dostrzegam ukośne spojrzenia, jakie mi posyła, dłonie starannie złożyła na blacie niewielkiego stołu. Zdaję sobię sprawę, że je

  • LBA!

    Miło mi oznajmić, że zostałam nominowana przez Ewę Pałetko na blogu ignis-vitae.blogspot.com do Liebster Blog Award. Za co bardzo dziękuję, bo czuję, że moja pr

  • Rozdział 86: Aresztowanie

    Rozdział jednak wcześniej. Na następny zapraszam w poniedziałek, chyba, że uda mi się wstawić coś jutro. Jakby co będę informować na blogu :D Miłej lekturki :)

Komentarze
2014/01/30 12:47:44
Zabiję. Zatłukę. Powieszę. Jak ja nienawidzę Gale'a! Jak ja nienawidzę tego rozdziału. Nie za to że jest zły czy jakiś tam( bo jest genialny:D) ale za to jak się kończy
Puma i Wrona
-
2014/01/30 15:07:47
Kurcze, ale zrobiłaś z Gale'a szaleńca (bo nie chcę napisać, że s...)... Choć też jestem za Peetą całym sercem, to jednak trudno mi się pogodzić z tym, że Gale nawet Katniss chce chce zabić :( I wczoraj pomyślałam, że normalnie w cuda idziesz - bo w normalnej sytuacji to ją też w szaleństwo pchasz - trzecie igrzyska, a teraz powtórka z rozrywki, czyli koszmar serwowany jej przez Snowa po raz kolejny (o poronieniu nie piszę - nie wiedziała o ciąży, nie planowała jej, to aż tak by na nią nie wpłynęło).
Ale czyta się nieźle, choć krwawo mocno i nie dajesz im nawet chwili spokoju :)
-
2014/01/30 15:08:37
Kurcze, ale zrobiłaś z Gale'a szaleńca (bo nie chcę napisać, że s...)... Choć też jestem za Peetą całym sercem, to jednak trudno mi się pogodzić z tym, że Gale nawet Katniss chce chce zabić :( I wczoraj pomyślałam, że normalnie w cuda idziesz - bo w normalnej sytuacji to ją też w szaleństwo pchasz - trzecie igrzyska, a teraz powtórka z rozrywki, czyli koszmar serwowany jej przez Snowa po raz kolejny (o poronieniu nie piszę - nie wiedziała o ciąży, nie planowała jej, to aż tak by na nią nie wpłynęło).
Ale czyta się nieźle, choć krwawo mocno i nie dajesz im nawet chwili spokoju :)
-
2014/01/30 15:25:23
Dołączam się do Pumy i Wrony : )
-
aerumnya1010
2014/01/30 16:43:20
Po prostu chciałabym ukrócić o połowę Gale'a! Co za świnia!
-
2014/01/30 18:26:17
Mam nadzieje ze Peeta przeżyje :(