...po powrocie do 12 Dystryktu... Jak poskładać życie z niewielkich kawałków?
Dodatki na bloga
Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 80: Czas nie leczy ran

Witajcie! Zapraszam do czytania, kolejny rozdział w piątek koło 14.00. Równie długi :)

 

Lipiec okazuje się być nie tylko gorący, ale też duszny. Słońce pali niemiłosiernie powodując, że moja skóra już w połowie lata ma odcień złotych jesiennych liści. Zbawieniem okazuje się wiatr, który daje nieco wytchnienia w nocy wiejąc znad jeziora. Miesiąc wystarcza by nasz azyl naprawdę zaczął wyglądać, jak nowy dystrykt. Pałac Sprawiedliwości wznosi się nad głównym placem dając schronienie w swoim cieniu w te upalne dni, szkoła została już całkiem zbudowana, podobnie, jak większość domów.

Czasem przechadzając się między tymi budynkami, tymi uliczkami, wydaje mi się, że to wszystko wygląda za pięknie, jakby zaraz mogło zniknąć. Haymitch pełni funkcję burmistrza dopóki wszystkie prace się nie zakończą, a Johanna nie powoła w 14 Dystrykcie właściwego człowieka na to stanowisko.

Jak tylko mogę pomagam Peecie w piekarni, czasami staję za ladą i pochłaniam jedną bułkę z serem za drugą, innym razem spisuję się w swoim obowiązku lepiej i oddaje je klientom. Annie i Nick są dla mnie okazją by wyrwać się z domu i nie czekać bezczynnie, aż Peeta wróci z pracy. Nick raczkuje, co nieco utrudnia pilnowanie go i nadążanie za nim. Bolą mnie oczy, gdy na niego patrzę, a wszystko dlatego, że tak bardzo przypomina Finnicka, czasem muszę nadzwyczajniej odwrócić wzrok, aby nie wrócić do tamtej okropnej chwili. Długich jaszczurzych ciał i Finnicka... Jestem lekko nietaktowna, dlatego, gdy Nick usypia w łóżeczku na górze (które jeszcze przez krótki czas ma stać puste), siadam obok Annie i pytam ją, jak ona może to znosić.

- Jest trudno - mówi patrzą mi w oczy. - Ale Nick jest moim synem, a Finnick nie chciałby, żebym się załamywała. Muszę spobie radzić. Dla nich obojga, nawet jeśli tylko jedno jest przy mnie. Czasami... Czasami płaczę, zwijam się w kulkę przy Nicku i płaczę przypominając sobie, że Finnick już nie wróci. Ale... to Nick pomógł mi wyjść z mojego załamania, pomógł mi się pozbierać. Jest trudno, ale nie mam wyjścia.

Staram się nie wpatrywać w nią za długo, żeby nie mogła odczytać myśli jakie plączą mi się w głowie. To moja wina. Gdybym nie pozwoliła Finnickowi pójść ze mną do Kapitolu, gdybym nie pozwoliła mu... Żyłby.

Wyginam swoje palce w niemożliwym do opanowania nerwowym tiku. Annie kładzie swoją dłoń na mojej i przygarnia mnie do siebie. Nie odsuwam się, bo potrzebuję tego równie mocno, co powietrza.

- Gdyby to był Peeta, a nie Finnick, a ja byłabym na twoim miejscu... - zaczynam starając się przełknąć gulę w gardle.

- Cii - przerywa mi Annie. - To nie twoja wina. Nigdy nie była. Finnick postąpił właściwie. A ty nie mogłaś nic na to poradzić.

Czy na pewno nie mogłam?

- Zawsze można coś zrobić - oponuję łamiącym się głosem.

Wieczorem siedzę w salonie przy otwartym oknie i pozwlam, żeby wiatr wysuszył łzy i ślady po nich na moich policzkach. Brodę trzymam na dłoniach splecionych po zewnętrznej stronie parapetu. Dostrzegam jego sylwetkę, kiedy kroczy między drzewami idąc do domu. Jego jasne włosy jak zawsze lśnią w świetle księżyca przybierając srebrnawą barwę. Zatrzymuje się, żeby przyjrzeć mi się i już po chwili wchodzi do domu.

- Coś nie tak? - Pyta zachodząc mnie od tyłu. Wierzchem dłoni ocieram ostatnie łzy z policzków.

- Nie - odpowiadam. - Tak, tylko myślałam.

- Czyżby?

- Annie była z Nickiem i chyba za bardzo przypomina mi Finniska, żebym mogła uciec tamtym wspomnieniom.

Peeta od razu wie o czym mówię i co mnie trapi. Jego twarz przyjmuje ten specyficzny wyraz, którego nie zna nikt poza mną. Siada w fotelu obok mnie i przyciska swoje czoło do mojego. Jego oddech owiewa mi twarz, a uczucie to należy do jednych z najprzyjemniejszych, jakich doświadczyłam w życiu.

- Nie możesz obwiniać się za śmierć wszystkich, których znałaś albo którzy znali ciebie. To tak nie działa. Finnick wiedział na co się pisze. Wiedział co robi. I jeśli ktokolwiek jest odpowiedzialny za jego przedwczesną śmierć to Snow. Pamiętasz? To od niego wszystko się zaczęło.

- Nie - zaprzeczam. - Wszystko zaczęło się ode mnie i tych głupich jagód, których nie zjadłam. Ja to spowodowałam.

- Przed tobą był Snow i ci, którzy stworzyli Igrzyska. Ty jedynie pomogłaś to zakończyć.

- Nie chciałam wtedy niczego kończyć - dalej kręcę głową. Rozpaczliwie ściskam go za dłonie. - Mieliśmy wyjść z tego żywi, tylko tyle. Oboje mieliśmy przeżyć. Nic więcej.

- Wiem to - odpowiada mi cicho. - I nawet nie wiesz, jak ja żałuję, że nie połknąłem wtedy tych jagód. Nie brałabyś udziału w 75 Igrzyskach, nie byłoby całego tego buntu i rewolucji...

Patrzę na niego przez chwilę i próbuję sobie wyobrazić jak bym się czuła, gdyby Peeta wtedy połknął te jagody. Na pewno obwiniałabym się za jego śmierć i w dodatku ludzie w moim Dystrykcie by mnie znienawidzili. Słusznie. Sama bym siebie znienawidziła.

Mocno chwytam Peetę w objęcia bojąc się, że te wyobrażenia za chwilę mnie naprawdę pochwycom i utopią.

- Nie, proszę. Nie zrobiłbyś tego...

Peeta nie odpowiada i nie porusza już tego tematu siedzimy przez jakiś czas w ciszy, aż przestanę się trząść. Peeta opowiada mi o tym, jak minął mu dzień, a ja mówię mu dokładnie to samo w zamian.

- Byłam u doktora zanim przyszła Annie - mówię. - Powiedział, że do rozwiązania nie jest już tak bardzo daleko.

Przełykam głośno ślinę, kiedy Peeta wpatruje się we mnie swoimi przejrzyście błękitnymi tęczówkami.

- Boisz się? - Pyta całując mnie w skroń.

- Trochę - odpowiadam zgodnie z prawdą. - Nie wiem czego boję się bardziej : samego rozwiązania, czy tego, co będzie po nim.

- Będę z tobą, a poza tym kto ma dać sobię radę, jak nie my? Jaki termin dokrot wyznaczył?

- Potwierdził ten początkowy. Trzeci września. 

- Czyli trzydzieści pięć dni.

- Ale mówi, że pewnie będzie o wiele wcześniej - dodaję.   

Tej nocy, gdy zasypiam czuję więcej niż strach. Czuję więcej niż niepokój, a wszystko dlatego, że zdaję sobie sprawę, że przez cały ostatni miesiąc tak bardzo uwierzyłam w swoje udawane normalne życie, że zapomniałam o prawdziwym niebezpieczeństwie.

Podnoszę się i w świetle księżyca, jakie wpada do pokoju przez otwarte okno dostrzegam sylwetkę Peety, zarys jego mięśni brzucha, pleców i ramion. Jedną dłoń ma niedbale zarzuconą na poduszkę, dugą wyciągnętą w moją stronę, jakby nie potrafił spać spokojnie bez świedomości, że jestem obok. Wiem, że tak rzeczywiście jest, bo sama czuję dokładnie to samo.

Wymykam się narzucając na siebie luźny podkoszulek i spodnie od dresu. W kuchni udaje mi się znaleźć mleko, więc szybko wypijam jedną, drugą i wreszcie trzecią szklankę. Siadam na swoim wcześniejszym miejscu i wpatruję się w powoli szarzejące na wschodzie niebo. Zegar pokazuje trzecią w nocy. Jeszcze dwie godziny i zrobi się widno.

Melodia, którą zaczynam nucić również wiąże się z bolesnymi wspomnieniami. Widzę Rue pośród kwiatów, widzę Prim z krzykiem budzącą się ze snu. I widzę siebie... kiedy tata śpiewał mi dokładnie tą samą pieśń o dolinie, gdy jako mała dziewczynka sama miewałam koszmary. Miał zwyczaj przysiadywać na łóżku obok mnie i przez bardzo długi czas śpiewać, aż uspokoję się i wreszcie zasnę. Pamiętam, że kiedy powiedziałam mu, że się boję spać w ciemności uśmiechnął się do mnie i powiedział:

- Więc zamknij oczy i wyobraź sobie środek najbardziej słonecznego dnia. Wyobraź sobie, że ciemność i noc nie istnieją, a skoro ich nie ma nie masz się czego obawiać.

- Tęsknię za tobą, tato - szpeczę pod nosem, tak jakby mógł mnie usłyszeć, tak jakby w rzeczywistości stał tuż obok mnie, kładł mi dłoń na ramieniu i szeptał do ucha:

- Mam cię wreszcie.

Pierwszy jest strach, drugi instynkt i niestety, jakoże to niewłaściwa kolejność nie zdanżam obronić się przed nadchodzącym ciosem w głowę. Padam na ziemię, widzę gwiazdy i nie jestem pewna, czy są one prawdziwe, czy to wymysł mojej wyobraźni. Dostrzegam twarz, bardzo dobrze znaną mi twarz i chcę zawołać Peetę, ale nie mam na to wystarczająco siły.

Ciemność nadchodzi pierwsz i niestety nie potrafię sobie wyobrazić, że trwa dzień.

 

***  

 Kiedy odzyskuję przytomność ból promieniujący z tyłu głowy rozprzestrzenia się wszędzie. Czuję go w plecach i koniuszkach palców, którymi nie mogę poruszyć. Czuję ból nawet w cebulkach włosów, zupełnie, jakby ktoś mnie za nie ciągnął. Chwilę zastanawiam się, co właściwie się stało i gdzie jestem. Wokół mnie panują egipskie ciemności, niczego nie jestem w stanie zobaczyć, niczego dostrzec. Biorę głębszy oddech i staram się oszacować stan swojego ciała. Czuję silne rwanie w ramieniu i lewej łopatce. Ból w udzie również jest nieznośny, zupełnie jakby ktoś wbijał mi wciąż w to samo miejsce ostrze noża.

Cisza jaka tutaj panuje jest tak głucha, że mam problem z ustaleniem tego, co mnie właściwie obudziło. Dociera to do mnie dopiero, gdy Lizzie po raz kolejny mocno mnie kopie. A więc to ona... Czuję ulgę, kiedy dociera do mnie, że nic jej nie jest.

Słyszę syk. Nagle, głośny, niespodziewany. I otwierają się drzwi. W pomieszczeniu na raz robi się niesamowicie widno, a ja dostrzegam, że leżę na materau w niewielkim pokoju, po za materacem nie ma tu żadnych mebli. W drzwiach stoi mężczyzna. Uśmiecha się do mnie szelmowsko, a ja przypominam sobie, jak tata powiedział, kiedyś, że ten uśmiech nie zwiastuje niczego dobrego.

- Katniss - słyszę swoje imię, ale w jego ustach brzmi ono, jak przekleństwo.

- Gale - również się odzywam i patrzę mu głęboko w oczy.

- Może rozmowa z tobą będzie prostsza niż z twoim kochasiem - wciąż się do mnie uśmiecha. - Obawiam się, że Peeta potrzebuje specjalnej zachęty, żeby w końcu zacząć ze mną rozmawiać. Ciągle tylko wyrywał się i kazał się do ciebie zaprowadzić. Może w takim razie to was uspokoi.

Gale ciągnie za zasłonę, którą wcześniej błędnie wzięłam za ścianę. Pod nią znajduje się szyba. Widzę Peetę posiniaczonego, ale przytomnego i wciąż zdeterminowanego do działania. On też mnie zauważa i wbija we mnie zaniepokojone spojrzenie. Siadam ostrożnie, bo ból mnie spowalnia, i daję mu znać głową, że ze mną wszystko w porządku. Widocznie mu to nie wystarcza. Widzę swoje odbicie. Twarz mam posiniaczoną, a włosy we krwi. Obojczyk, chyba mam wybity, siniak ciągnący się od ramienia musi obejmować i plecy, tam gdzie boli mnie łopatka. W spodniach na udzie widzę niewielkie rozcięcie i zastanawiam się skąd ono się wzięło. Najwidoczniej Gale był zniecierpliwiony i nie zwracał uwagi na to, czy robi mi krzywdę.

- A teraz Katniss - znów odzywa się Gale. - Powiedz mi, jak bardzo zależy ci na Peecie. Zastanów się nad odpowiedzią, bo za każdą błędną... - tutaj robi pauzę, a Peeta dostaje uderzenie w twarz od mężczyzny stojącego za nim. Pewnie by się bronił gdyby nie był przywiązany do krzesła. - Za każdą złą odpowiedź zapłaci Peeta.

Słyszę swój własny krzyk, gdy ktoś znowu uderza Peetę w twarz, później w brzuch. Czuję się jakby wszystkie moje koszmary właśnie się spełniły. 

środa, 29 stycznia 2014, moda_pisarka

Polecane wpisy

  • Rozdział 87: Przesłuchanie

    Johanna siedzi naprzeciwko mnie. Dostrzegam ukośne spojrzenia, jakie mi posyła, dłonie starannie złożyła na blacie niewielkiego stołu. Zdaję sobię sprawę, że je

  • LBA!

    Miło mi oznajmić, że zostałam nominowana przez Ewę Pałetko na blogu ignis-vitae.blogspot.com do Liebster Blog Award. Za co bardzo dziękuję, bo czuję, że moja pr

  • Rozdział 86: Aresztowanie

    Rozdział jednak wcześniej. Na następny zapraszam w poniedziałek, chyba, że uda mi się wstawić coś jutro. Jakby co będę informować na blogu :D Miłej lekturki :)

Komentarze
2014/01/29 15:45:42
Dodaj jeszcze jeden rozdzial !!! Ten byl zdecydowanie za krotki i blagam Cie konczyc w takim momencie !?! Ladnie prosze !!!!!
-
2014/01/29 15:56:24
Za krótki! Ale genialny:)
-
2014/01/29 17:26:15
Jak możesz kończyć w takim momencie ? Proszę, dodaj coś wcześniej.... Chociaż jakiś bonusik. Kurde nie wytrzymam.... : C
-
moda_pisarka
2014/01/29 17:44:12
Okej, okej... Dodam wcześniej, ale nie dzisiaj. W takim razie rozdział jutro koło godziny 11.00. :)
-
2014/01/29 18:21:24
Rany ile emocji !!! Rozdzial super, i plusa dodaj bonusik chociaz jeden! <3
-
2014/01/29 18:34:07
Oooooo Kinga KOCHAM CIĘ *-* no to czekamy do jutra ; )
-
2014/01/29 19:12:35
Czekamy, czekamy:)
-
2014/01/29 20:39:13
Macie czas ? - zajrzyjcie tu dalszezyciepeetniss.blogspot.com/ Polecam ;)
-
2014/01/30 10:46:17
A przeslalabys zdjęcie swojego chłopaka ma maila Pumy?:)
Puma i Wrona
-
moda_pisarka
2014/01/30 10:47:05
Obsuwka czasowa, nowy rozdział o 14.00 z powodu mojego niedźwiedziego snu :D